"Korupcja na uczelniach"
Studenci wkraczają właśnie w gorący okres roku akademickiego. Kolejna sesja, a co za tym idzie różne sposoby na jej zaliczenie. To z jakim efektem zdajemy kolejne egzaminy zależy nie tylko od poziomu posiadanej wiedzy, ale niestety często też od uczciwości wykładowcy. Kilku studentom zadałam pytanie, czy mieli bezpośrednią styczność z przejawami korupcji na uczelniach.
Magdalena (nie chce zdradzać danych swoich i uczelni), studentka jednego z uniwersytetów w środkowej Polsce twierdzi, że w miejscu gdzie studiuje łapówki to chleb powszedni. Przytoczyła historię jednego z zaliczeń, po którym miał być egzamin z tego samego przedmiotu. Przed tym faktem wykładowca wprost powiedział o swoich oczekiwaniach i snuł wizję, na co przeznaczy „zarobioną” kwotę. Za zaliczenie przedmiotu zażyczył sobie 100 zł i tyle samo za egzamin, a pieniądze kazał włożyć do indeksów. Te zaś miały być zebrane przez jedną osobę i zaniesione do jego gabinetu. Ta łapówka i tak nie gwarantowała zaliczenia przedmiotu, a jedynie dawała możliwość spojrzenia łaskawszym okiem na zdających.
Inna studentka tej samej uczelni, która także nie chce ujawniać informacji na swój temat, twierdzi, że można spotkać się z wykładowcami, którzy łapówkami się nie brzydzą, ale nie przyjmują pieniędzy. Natomiast bez ogródek opowiadają przed sesją czego potrzebują i po ile studenci powinni się złożyć na „wymarzony prezent”. Z reguły składki wynosiły od 10 do 50 zł, w zależności, czy pieniądze miały być przeznaczone na zestaw wiecznych piór renomowanej firmy, czy też na piłę spalinową, bądź najnowszy model kosiarki. Obowiązkowym punktem egzaminu miał być także syto zastawiony stół dla wykładowcy i kwiaty w ramach podziękowania za wspólnie spędzony semestr.
Ewelina - studentka Wydziału Pedagogicznego Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach opowiedziała historię, którą można już było przeczytać w gazetach oraz obejrzeć w lokalnej telewizji. W maju zeszłego roku o godzinie 18:00 cała jej grupa była umówiona na zaliczenie z jedną z wykładowczyń. Okazało się jednak, że kobiety po godzinach rannych nikt nie widział na uczelni. Zaniepokoiło to studentów, tym bardziej, że uchodziła ona za osobę niezwykle sumienną i skrupulatną w wypełnianiu swoich obowiązków. Czas mijał, wszyscy zaczęli się rozchodzić, a zaliczenie nie odbyło się. Na drugi dzień studenci dowiedzieli się o aresztowaniu pani doktor pod zarzutem przyjęcia korzyści majątkowej od grupy zdającej rano.
Z kolei Łukasz, niedoszły student jednej z uczelni w południowo - wschodniej Polsce mówi, że już podczas egzaminów wstępnych przekonał się, że brakujące do przyjęcia na kierunek punkty można było dokupić za odpowiednią sumę pieniędzy.
Coraz częściej mamy okazję usłyszeć w mass mediach o korupcji i aresztowaniach w ośrodkach akademickich całej Polski. Sprawy tego typu zgłaszane są do sądów lawinowo. Mimo to ciężko jest przeciwdziałać temu zjawisku, ponieważ studenci czują się niepewnie i wiedzą, że są stroną słabszą. Wykładowcy potrafią w bardzo skuteczny sposób zastraszyć i to student obawia się, że w pierwszej kolejności będzie zmuszony opuścić uczelnię, bo nie dał, a w związku z tym nie zdał.